• Wpisów:1
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 23:40
  • Licznik odwiedzin:874 / 1460 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Strasznie depresyjny ten ostatni dzień lata.
Czas na jesień... czyli psychicznie będzie ciężej.
Ale jakoś wolę ją od lata.
Mam straszny chaos w głowie i sama nie wiem po co mi ten blog. Chyba czasami mam potrzebę dać upust myślom... chociaż nawet nie umiem ich ubrać w słowa.

Od 3 dni znowu powróciłam na dobre tory diety.
Nie powiem - jest mi dość ciężko, zwłaszcza, że w lodówce leży moja największa słabość - hamburgery, majonez i czosnek (z których, nie chwaląc się, robię najpyszniejszy sos czosnkowy świata).
Co ciekawe od jakiś dwóch tygodni nie trzymałam diety w ogóle a waga i tak nie wzrosła. Czyli jest dobrze. Stan na dzisiaj: 66.4kg.
Myślę tak wytrzymać porządnie 3 tygodnie, zejść do 64.5 i pozwolić sb na jakieś większe szaleństwo. U mnie się to całkiem nieźle sprawdza. Zwłaszcza, że ja jeść kocham. A zwłaszcza takie rzeczy jak: chipsy, kebaby, hamburgery homemade i dużo dużo innego niezdrowego syfu. No i niestety to się nigdy nie zmieni, ale zawsze można to ograniczyć do minimum. Zresztą łatwiej będzie wytrwać te 3 tygodnie jak wiem, że za 18 dni sobie zjem coś pysznego:3 Cheat day...or days.

Strasznie mi się chce jeść w tej chwili... jestem przed okresem i po prostu zabiłabym za czekoladę mleczną z orzechami albo czipsy.. ciężkie jest życie grubasa.
To jest takie frustrujące, że nie można zjeść tego co się chce, bo się jest tłustą świnią i tak ciężko trzeba walczyć z samym sobą, żeby w końcu osiągnąć sukces i w przyszłości nie mieć takich problemów...

No cóż. Dobranoc.